Górom i ludziom

sobota, 06 listopada 2010

Górom i ludziom pokłon składam,

Tajemnych myśli mych przesłanie

zwyczajnym dniom na zachowanie,

bo to jest moje zbójowanie.

 

Górom i ludziom ku przestrodze

otwieram swoje harde serce,

sekrety duszy mej odsłaniam,

życie przeżyte w poniewierce.

 

Górom i ludziom ku pamięci

tatrzański wiatr gna moje myśli,

zamykam w skale serca drżenie,

aby zbójnicy znów tu przyszli.

 

Górom i ludziom dam w ofierze

to, co po drugiej stronie życia

odbite w źródle górskiej wody,

bo nic już nie mam do ukrycia.

 

Góry

 

Skał spiętrzone zwały

szeroko

wysoko

sterczą nieboszczytne

sięgając obłoków

 

sercem zawładnęły

zastygły w pamięci

trwają wkute w horyzont

jak kamienni święci

 

stłoczone

zgniecione

swym ogromem trwania

błądzę po ich szczytach

w dal spojrzeć się wzbraniam

 

Górskie potoki

 

W szumie górskich potoków

co bystrą wodę toczą

serce moje spętane

nostalgiczną niemocą

 

od brzemiennych szarością

grani na widnokręgu

stępiała mi mowa

trwam zakuty w bezdźwięku

 

od świergotu ptaków

co się tęczą wzbija

ogłuchła mi dusza

ta pieśń już niczyja

 

Burza

 

wodnym biczem

ziemia błogosławiona

łaskawość obiecuje

i chleb

toną

w mrocznej zadumie

cienie chałup

i polne miedze

rozdzierane

paciorami błyskawic

o północy w oknie

gromnica migocze

a matczyne usta

szepczą

nie bój się

dziecino

 

Sanna

 

Suną sanie

w skrzącym puchu,

dźwięk janczarów swojski taki.

Zima srebrna

trwa w bezruchu,

jadą panny i chłopaki.

 

Sanie, sanie sunące!

Konie, konie pędzące!

Konie ciągnące sanie,

wsiadajmy prędko na nie.

 

Hej! Wio!

Dzwońcie dzwoneczki!

Hej! Ho!

Tańczcie dzieweczki!

Hejże!

Zagraj muzyko,

zarżyj gniady koniku...

 

Jadą panowie, panie,

płyną tanecznie sanie.

Niech śnieżny karnawał trwa!

 

Noc w górach

Duch gór, brzemiennych ciszą skał,

zamilkł w czeluściach, w magii snu.

Tajemna moc wiecznego trwania

orzeźwia chłodem uczuć żar.

Cudownie chłonąć piękno nocy,

poczuć swobodę zakochania,

zaszyć się na odludziu zmierzchu

by wskrzesić świt barwami skał.

A wokół tylko

góry,

   góry...

... górale, czy wam nie żal?

Wojtek, wrzesień 2001 r.

 


 

Góralscy poeci

 

Ni ma juz Staska Buńdy, Jasiek Jędrol w niebie,

dusa Adama Pacha wyśpiywuje w źlebie.

 

Stasek Nędza - Kubiniec z polaniorskiyj braci

ze Sabałom gwarzy i casu nie traci.

 

Hanka Nowobiylsko, Marysia Zatłoka-

brusom janielskie pióra po niebiańskik tłokak.

 

Bogdan Weron tyz posed, nikomu nie pedzioł.

Jesce nie tak downo między nami siedzioł.

 

Jaśka Śtaudyngera wesulućkie fraski

porwoł wiater spod hól i pognoł ik w diaski.

 

Tadek Staich, choć "Krakus" i Romuś Reimschussel

gazdujom dziś w raju, tam kozdy śnik pise.

 

Jędrzej Knapcyk, muzykant i "duchowe" nutki

pofurgały z Cichego het na świat calutki.

 

I choć nie syćka lezom na Brzysku Pęksowym,

poźryj na ik groby, otryj łzy rękowym...

 

Wiyrsyki poetów i "duchowe" granie.

Boccie! Nos tys ceko to wiecne śpiywanie.

 

Oni dzisiok inne posiady hań majom,

z jegomościym Tischnerem radzom, ukwolajom.

 

Wojtek Ornacki